czwartek, 6 listopada 2014

#1 John Green "Gwiazd Naszych Wina"

*Pierwszą recenzją nie może być recenzja innej książki niż "Gwiazd naszych wina" :) Recenzja napisana już jakiś czas temu.

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat. Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.





Zawsze odnoszę się nieco, a nawet bardzo sceptycznie do książek zbierających same pozytywne recenzje, ale niestety (a może i "stety") moja również taka będzie. Na tę pozycję miałam chrapkę już od września, kiedy to po raz pierwszy widziałam w internecie ten tytuł. Spodziewałam się typowej powieści dla młodzieży + wątek o gwiazdach, dopiero później przeczytałam jej pierwszą recenzję. Dlatego niezmiernie się ucieszyłam widząc dostawę książek do mojej szkolnej biblioteki, w której oprócz "Gwiazd naszych wina" wyłapałam kilka tytułów, które również mnie interesowały. Wypożyczyć mogłam ją dopiero po kilku tygodniach, bo jak się okazało była już do niej kolejka. Wreszcie dotarła do mnie 16 stycznia, a okazała się tak wciągająca, że pochłonęłam ją jednego dnia. A potem miałam ochotę czytać ją jeszcze raz i jeszcze... ale postanowiłam podzielić się z kimś tym geniuszem, wypadło na mamę, która jest nią tak samo oczarowana jak ja. Aktualnie mój egzemplarz odwiedził 8 osób. Rozmawiałam o niej z każdym, kto tylko chciał mnie słuchać, a jedyne co mi pozostało to czekać na kolejne książki Green'a.
Nie jest to typowa książka dla młodzieży tak jak myślałam na początku, ta książka jest czymś więcej.
Opowiada o miłości, śmierci, przemijaniu, znaczeniu człowieka. Kiedy w książce pojawia się tak wiele trudnych tematów można się spodziewać tylko dwóch rzeczy: albo będzie kompletnym fiaskiem, albo będzie arcydziełem. Nie ma czegoś pomiędzy i moim zdaniem "Gwiazd naszych wina" jest tym drugim. Jestem pewna, że cała książka zostanie na długo w moim sercu, zarówno bohaterowie ja i ich historia. Na pewno będzie to Augustus, którego jak większość dziewczyn chciałabym odnaleźć w mojej rzeczywistości i poślubić. Tak naprawdę to nie da się go opisać, wystarczy sięgnąć po książkę, aby momentalnie się w nim zakochać. Ja tylko uprzedzę, że jest cholernie zabawny, szarmancki i lojalny do samego końca. Szczególnie jego miłość do metafor jest cudowna, taka jak "palenie" niezapalonych papierosów i to jak o tym mówił: "...trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał."  
Hazel może nie jest aż tak barwna, ale nie sposób jej nie lubić. Przy tej postaci nie mogłabym nie dodać, że podobno wyglądam jak ona, albo ona jak ja :) Jest nieco cyniczna, ale w bardzo pozytywny sposób. Cieszę się, że to właśnie ona miała okazję zostać wybranką serca Augustusa, pasują do siebie idealnie. To piękna para. 
Jednak najbardziej, na równi z Augustusem postawiłabym Isaaca, który urzekł mnie całą swoją osobą, a najbardziej to chyba "Wieczorem niszczenia pucharów", a także tą odpowiedzią skierowaną do Hazel: "Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają - wyjaśniłam. Isaac spojrzał na mnie ze zdumieniem.
- No jasne, oczywiście. Ale i tak należy ich dotrzymywać. Na tym polega miłość. Miłość to dotrzymywanie obietnic wbrew wszystkiemu."
Oprócz tych postaci bardzo wyrazisty jest też Peter van Houten, autor fikcyjnej książki, która oczarowała Hazel i Augustusa. Jest wrednym alkoholikiem z trudną przeszłością. Nie odpisuje na wiadomości od fanów, co nieco przypominało mi samego Johna kiedy zrezygnował z wywiadu dla Lubimyczytac.
Wszystko jest dopięte na ostatni guzik: akcja ma idealne tempo, bohaterowie są świetnie wykreowani, jest to książka o poważnych sprawach i zawiera mnóstwo cudownych cytatów, a czytając ją jak wiele osób przede mną śmiałam się i płakałam.
Tak naprawdę to trudno jest opisać tę książkę, mogłabym użyć wielu synonimów słowa "fenomenalny" (widziałam to na jednej z recenzji), ale tej książki nie da się ocenić. John Green umieścił w tej książce następujące słowa: "Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą." A ja odwołując się do tych słów śmiem twierdzić, że "Gwiazd naszych wina" pasuje do obu tych definicji.

Moja ocena: poza skalą

+oczywiście muszę Wam polecić muzykę z filmu na podstawie tej pięknej książki, sama mam płytę i non stop jej słucham :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz